 |
Smok i Karaluch idą wzdłuż suchej gałęzi leżącej na ziemi. Po chwili dochodzą do miejsca, gdzie kora odstaje od gałęzi tworząc szparę. W szparze siedzi Stonoga. Jest dość duża, gruba i wyraźnie zadowolona z życia. Ma przymknięte oczy, drzemie.
SMOK - O, to na pewno Ktoś!
KARALUCH - Niewątpliwie. Znam tę jejmość. Stonoga Skorupiak, wielce szacowna osoba.
STONOGA (otwierając oczy) - Kto mi tu szeleści na dole? A, to ty, Faramuchu. Chyba tak się nazywasz, jeżeli się nie mylę?
KARALUCH - Mniej więcej, szanowna pani.
STONOGA - A to zielone coś koło ciebie, co to za jeden?
KARALUCH - Smok, szanowna pani. Znajomy.
STONOGA - Niemowa?
SMOK - Nie, skąd?
STONOGA - No, to czego się nie odzywa? Sztok Smalony? Nie słyszałam. A skąd?
SMOK - Mieszkam, to jest mieszkałem, w norce pod ostem. Tu niedaleko.
STONOGA - Czyli włóczęga. Ale wyglądasz dość porządnie. I nawet potrafisz coś powiedzieć. Czego się nie da powiedzieć o nikim w tej okolicy, poza może Paraluchem. A dokąd to się wybieracie, Piecuchu?
KARALUCH - Jakby to powiedzieć? Smok postanowił szukać Kogoś, kto jest Kimś. A ja mu towarzyszę, bo we dwóch zawsze raźniej.
STONOGA - No to już nie ma co szukać, bo już znalazł. (surowo) Dlaczego mu jeszcze nie powiedziałeś? Myślałam, że jesteś lepiej wychowany.
KARALUCH - Jeszcze nie zdążyłem.
STONOGA - Nieważne, wybaczam ci. Ale, mój Skopku, dlaczego szukałeś Kogoś?
SMOK - Chciałbym tego Kogoś lubić i podziwiać. Bo sam nie jestem Kimś.
STONOGA - To widać. Ale bardzo mi miło. Nareszcie znalazł się ktoś, kto wie, że jestem Kimś. Muszę przyznać, mój wielbicielu, że naprawdę znasz się na rzeczy. (poufale) A jestem nie byle kim. Wprawdzie ta okoliczna hałastra wie, że pochodzę ze Skorupiaków Wyższych, ale i też na tym koniec. Oni po prostu nie są w stanie pojąć, co to naprawdę znaczy. Co poniektórzy nawet uważają, że mogą sobie ze mną rozmawiać, jak równy z równym. Nie mieści się to w głowie, nieprawdaż?
SMOK - No, bo ja wiem...
STONOGA - Chętnie jeszcze z tobą porozmawiam. Zajrzyj za godzinę albo dwie. Teraz jestem trochę zmęczona. Nie wyobrażasz sobie, jakie męczące jest bycie Kimś. Nawet ci trochę zazdroszczę. Tobie to nigdy nie grozi.
SMOK - Ale ja nie...
STONOGA - Nie, nie nalegaj. Jesteś bardzo miły, lecz naprawdę muszę się zdrzemnąć. (przymyka oczy)
KARALUCH (z lekką ironią) - Jak widzisz, pani Stonoga Skorupiak to naprawdę Ktoś.
SMOK - Czy ja wiem? Chyba jednak jeszcze nie wrócę do norki pod ostem.
KARALUCH - Też mi się tak wydaje.
(śpiewa)
Jest gdzieś bardzo daleko, może na końcu świata Pewna dziwna kraina, pewien przedziwny kraj Gdzie każdy nos swój nosi wysoko aż do nieba Gdzie każdy sobie myśli, że właśnie on jest naj...
To Kraina Zadufków, osobliwa kraina Co nadętość najbardziej ma w cenie Każdy duma o sobie, o swej dumnej osobie
SMOK (kończy też śpiewając) - Ech, nudne to szalenie...
KARALUCH (śpiewa dalej)
A kiedy wiatr powieje w tej przedziwnej krainie lecą w górę Zadufki niby balonów rój Leci nadęty ważniak razem z nadętym snobem A każdy zapatrzony jest tylko w pępek swój
To Kraina Zadufków, osobliwa kraina Gdzie nadęty jest młody i stary Każdy myśli o sobie, o swej ważnej osobie
SMOK - Ech, nudne to bez miary...
KARALUCH
Choć na szczęście daleko jest Zadufków Kraina jednak łatwo tam trafić, zatem ostrzegam cię nos swój trzymaj w poziomie i brzuch wciągnij czasami jeśli nie chcesz w krainie nagle tej znaleźć się
W tej Krainie Zadufków, osobliwej krainie gdzie nadętość - najlepsza ozdoba Gdzie wciąż myślisz o sobie, ciągle tylko o sobie
STONOGA (kończy nie otwierając oczu) - A mnie się tam podoba...
SMOK - Aha...
|